podróże

Zwariowana noc

nocleg na ławce

„Nie bierzmy noclegu! Zwiedźmy Amsterdam nocą, będzie fajnie!”. Tak to się zaczęło, plany były ambitne. Zwiedzanie Groningen, zwinięcie się z niego wieczorem, aby zdążyć jeszcze popodziwiać Amsterdam nocą i rano zdążyć na samolot. Super. Pomyślał każdy z nas.

Zaczyna się. Jest wieczór. Uhahani po pachy opuszczamy Groningen i zmierzamy pociągiem w stronę Utrechtu. Pociąg był niezwykły! Kurza stopa! Motyla noga! Właśnie takie obrazki można było zobaczyć z dwóch stron przedziału, w którym siedzieliśmy. Nigdy bym się nie spodziewał, że jadąc pociągiem w Holandii, będę siedział pomiędzy kurzą stopą, a motyla nogą. Podekscytowani tym faktem, zasypiamy, budzi nas przesiadka w Zwollen. Szybko zmieniamy pociągi i śpimy dalej.

Wreszcie jest! Utrecht! Wysiadamy i zaczynamy nocne zwiedzanie tego pięknego miasta. Było cu-do-wne. Po kilku godzinach zwiedzania i krótkiej drzemce w pobliskiej galerii udajemy się dalej.  Znowu wsiadamy do pociągu i usypiamy.

Jest i cel naszej podróży – Amsterdam! Trochę zaczynamy czuć chłód. Nikt z nas nie myśli o zwiedzaniu. Udaje nam się znaleźć jakiś bar, gdzie jest ciepło. Zamawiamy piwko, a część z nas bierze krótką drzemkę. Wybija druga w nocy. Bar się zamyka. Wychodzimy na miasto, a tam? Pustka! Druga w nocy, wielkie miasto, chodzimy i nie możemy znaleźć dosłownie żadnego miejsca, aby na chwilę odpocząć i się ogrzać. Na dodatek sprawdzamy, lotnisko jest zamknięte, droga do niego jest daleka i wiedzie przez autostradę, a busy zaczynają odjeżdżać dopiero za kilka godzin. Nic, musimy jakoś przetrwać tę noc. W końcu udaje nam się znaleźć jakąś ławkę na zewnątrz pod dachem obok baru. Cud. W dodatku jest tam przemiły pan, który kończy pracę i wydaje się zadowolony, że tam jesteśmy. Niestety, zaczyna tam krążyć policja, zjawia się właściciel, który raczej nie podoba się to, że tam jesteśmy i musimy się ewakuować.

Nie ma już żadnego wygodnego miejsca. Śpimy na zewnątrz, ale pod zadaszeniem jakiejś galerii. Jest nam zimno. Naprawdę martwiłem się dziewczynami, wyglądały na wykończone, ale ciągle dawały radę. Część z nas usypia, część rozmawia, część ogląda film na laptopie. Każdy jest wyczerpany, ale w głębi serca zachwycony podróżą. Naprzeciwko nas jakaś para spędzała noc w podobny sposób, ale nie mieliśmy okazji się poznać. Chyba 2 razy przejeżdżała policja i pytała się, kim jesteśmy i co tutaj robimy. Byli naprawdę mili i widać, że się o nas martwili.

Chwilę „odpoczęliśmy”, wyluzowaliśmy się i zmieniamy miejsce. Jesteśmy na dworcu autobusowym, ale jest w miarę ciepło. Na dodatek padł pomysł, żeby każdy położył się na łyżeczkę. To był świetny pomysł! Ile ciepła udało nam się zatrzymać. Teraz tylko porządnie się wyspać i czekać na autobus na lotnisko. Dojazd na nie przysporzył żadnych problemów. Jesteśmy na lotnisku i co robimy? Szukamy miejsca, aby się przespać. W końcu udaje nam się znaleźć coś idealnego – pokój do medytacji. Śpimy, śpimy, śpimy… a tu nagle, po jakiejś godzinie drzemki, wbija ochroniarz lotniska i mówi, że nie możemy tutaj spać. Skandal! Było tam cudownie. Ale nic, miejsce trzeba zmienić.

Czas do odlotu spędzamy już śpiąc na ławkach na lotnisku. Jak widać, udało nam się przeżyć i przy okazji wykorzystać na raz kilka sposobów z jednego z moich wpisów, a dokładnie tego. Chwilę przed odlotem budzimy się i wracamy do domu. Udało nam się przetrwać noc! A tej nocy żaden z nas nie zapomni do końca życia.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz